Konwencja o zwalczanu przemocy wobec kobiet

Żelazo w diecie – jakie produkt zawierają najwięcej tego składnika mineralnego?

W życiu nie wpadłoby mi do głowy, że ktoś mnie kiedyś nazwie feministką. Nigdy też bym się tak nie zdefiniowała, ale okazuje się, że jak się broni idei dalekich katolickim (przynajmniej polokatolickim) to się jest albo faszystą, albo komunistą, albo feministką. Poza, oczywiście tym, że jest się głupim, kretynem i idiotą. Niestety w rozumieniu skrajnego skrzydła polskiego Kościoła, czyli tego, któremu nie wydano zakazu wypowiadania się, wszystko co uwzględnia empatię, poszanowanie dla praw mniejszości oraz równość, pochodzi bezpośrednio z odmętów piekła. Koniec kropka!

Czytałam komentarze odnoszące się do Konwencji o zwalczaniu przemocy wobec kobiet na portalach społecznościowych, w gazetach i słuchałam w telewizji. Kilka dni wsłuchiwałam się w ten hałas i wyciągnęłam jeden wniosek. Tylko nieliczna grupa osób, która wypowiada się na temat Konwencji ją przeczytała. Co więcej, spotkałam się z osobami, które z dumą mówiły, że jej nie przeczytały. Jak rozmawiać z kimś kto nawet nie przeczytał przedmiotu rozmowy? Jak prowadzić merytoryczne rozmowy, gdy adwersarz robi swoisty kolarz ze słów zawartych w jakimś dokumencie?

Przypomniała mi się moja polonistka z liceum, która cytowała kawałek lektury, który odpowiadał jej tezie i interpretacji. Czasami cytowane kawałki kończyły się w połowie zdania, gdy druga część zdania, niezmiernie istotna, wyjaśniała i precyzowała pierwszą, ale nie pasowała do tezy. Nowatorski system nauczania polonistce ułatwiał fakt, że była to klasa matematyczno-informatyczna, a czytanie książek nie było domeną jej uczniów. Na tym samym bazuje przeciwnicy Konwencji, którzy pokładają wiarę w lenistwie Polaków, którzy nie przeczytają kilkudziesięciu stron nawet czasopism kolorowych, a co dopiero jakiegoś dokumentu. Nie trzeba, więc rzetelnie, bo czy ciemna masa sprawdzi?

Wszystkie argumenty płynące z różnych stron przeciw Konwencji to brednie i bzdury. Większość z nich nie ma sensu, więc ciężko się odnosić. Mogę tylko napisać po co mi ta konwencja, kobiecie niebitej, kochanej i raczej silnej. Właśnie dlatego, że mam szczęście i siłę, której brakuje wielu kobietom w Europie. Nie tylko w Polsce! Polokatolocentryczni analfabeci! W całej Europie jest wiele kobiet, głównie pochodzących lub związanych z kulturą muzułmańską, których pozycja jest podrzędną wobec mężczyzn. Jest też wiele kobiet, które podlegają agresji bez wyraźnego podłoża ideologicznego poza mizoginią samą w sobie. Konwencja ma dawać spójne i zapisane w jednym miejscu prawa, rozwiązania i pomoc ludziom, którzy znaleźli się w sytuacji trudnej. Z naciskiem na kobiety ze względu na proporce, ale jej założenia odnoszą się do każdej osoby wobec, której jest stosowana przemoc. To dla tych, którzy pytają czemu nie ma konwencji dla maltretowanych mężczyzn!

Konwencja stawia akcenty w miejscach, które do tej pory były u nas w kraju bardzo zaniedbywane. Edukacja! Edukacja jest kluczem do wszystkiego co wiąże się z demokracją. Żeby budować dobrą demokrację potrzebujemy mieć świadomość swoich praw, obowiązków(!), jak i tego, że każdy jest równy wobec prawa. Niezależnie od płci, wyznania czy koloru skóry. Równość to podstawa demokracji. Nie każdy wie o tym, że ma takie same prawa jak jego partner, wielu się boi, wstydzi lub po prostu ma nadzieję, że w końcu się coś zmieni. Nie każdy jest silną jednostką i zaradną. Wiele osób wplątało się w relacje, które nie są nierówne tylko ze względu na siłę fizyczną, ale też psychiczną i co ważniejsze ekonomiczną.

Ta Konwencja w Polsce to coś więcej niż zbiór zapisów Rady Europy (proszę sprawdzić różnicę Rada Europy a Unia Europejska) zwalczających przemoc ze względu na płeć. To kamień milowy naszej wolności. W Sejmie wygrał rozsądek, ponad demagogię i manipulację. Konwencja niesie ze sobą idee równości, szacunku, empatii i współodpowiedzialności. Co zmienia? Czy nie można było po prostu wprowadzić ustawodawstwa odpowiedniego? Trzeba! Konwencja to zapis „woli”, musi za nią iść prawodawstwo każdego z sygnatariuszy. Więc co daje konwencja? Impuls do zmiany w systemie prawnym. Pokazuje prawodawcy kierunek i wskazuje rozwiązania. Poza tym, czy my kobiety nie czujemy się lepiej wiedząc, że dobro człowieka nie ma granic, szacunek dla niego i równość są uniwersalne. Skoro mężczyźni nie chcą bronić swoich praw, bo wierzą w swoją siłę, to proszę bardzo, my mamy Konwencję (która jest też ich, tylko przeczytać trzeba).

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.