Uwaga na pseudo-szkolenia sportowe

Żelazo w diecie – jakie produkt zawierają najwięcej tego składnika mineralnego?

Niedawno będąc na obozie sportowym jako zawodnik byłem świadkiem niezbyt zachęcającego i napawającego optymizmem zdarzenia. Otóż w pensjonacie w którym byłem zakwaterowany na czas obozu odbywał się kurs dla menadżerów i działaczy sportowych. Nie będę zdradzał jego nazwy oraz kto go organizował, ale to tylko i wyłącznie ze względów etycznych. Chciałbym natomiast opisać bardzo niesmaczną sytuację i realia edukacyjne współczesnych fachowców od zarządzania w sporcie.

Szkolenie, czy tam kurs jaki się odbywał był dla mnie pseudo szkoleniem, pseudo kursem. Spotkanie było prowadzone przez starszych panów, już sędziwego wieku. Z całym szacunkiem dla prowadzących, ale żyjemy w czasach silnej globalizacji, a co za tym idzie świat rozwija się w tak szybkim tempie, że czasami trudno za nim nadążyć. Panowie główni dowodzący na pewno mają ogromną wiedzę na temat zarządzania w sporcie i nawet nie próbuję psuć ich autorytetu bo pracowali na niego przez kilkadziesiąt lat. Jednak śmiem twierdzić, że ich czas na arenie edukacji ZS dobiegł końca. Oczywiście poruszana przez nich tematyka jak najbardziej jest niezbędna w prowadzeniu klubów sportowych.

Nasuwa mi się jednak pewne pytanie… Czego oczekuje młoda zafascynowana osoba tematyką ZS (bo takich kilka było) od takiego kursu? Jestem przekonany, że nie chce dowiedzieć się tylko tego czym jest analiza SWOT (wg. mnie tego się nie uczy, to się po prostu wie) oraz poznać inne definicje książkowe. Jako osoba bardzo chłonna wiedzy oczekuje na jakąś „ekstra” wiedzę, która tak naprawdę pomoże mu rozwinąć w jakiś sposób swoje horyzonty. W przeciwnym wypadku mógłby sobie kupić książkę za 20 zł, która mu to wszystko powie, a na dodatek będzie mógł do tej wiedzy w każdej chwili wrócić.

Pamiętam jak miałem brać udział w jakimkolwiek szkoleniu, to nie mogłem przestać myśleć o tym wszystkim czego się zaraz dowiem. To jest właśnie klucz do precyzyjnie przeprowadzonego szkolenia. Prowadzący ma za zadanie wyczuć potrzeby słuchaczy i ciągle być na bieżąco, aby móc z pierwszej ręki przekazać praktyczną wiedzę. Trzeba przedstawić  to, czego uczeń jeszcze nie wie i co na pewno mu się przyda. Wiedzę książkową zostawmy dla samych siebie, możemy do niej zawsze powrócić. A wszystkie nowinki, ciekawostki, praktyczne rozwiązania powstają i rosną wraz z rozwojem naszego świata. W książkach znajdziemy to dopiero za kilkanaście lat, a taką wiedzę potrzebujemy już teraz!! Dlatego też apeluję, aby prelegenci odeszli od swoich utartych schematów prezentacji wiedzy, a skupili się na potrzebie jakie niesie za sobą obecność uczestnika szkolenia. On nie chce suchej, przeterminowanej wiedzy, on szuka rozwoju. Dochodzi tu jeszcze kwestia finansowa. Napiszę krótko, nasze pieniądze nie są warte takiego wydania wiedzy, gdzie tak naprawdę ktoś powołuje się na kogoś i tyle. Koniec kropka.

Szczerze mówiąc myślał, że podczas pisania tego postu w dużej mierze skupie się na tym co działo się po szkoleniu. Jednak pozostawię, to dla Ciebie jako zagadkę. Sam możesz się domyśleć jak wesoło mogło być. A jak wyglądać mogła poranna sytuacja głów uczestników.  Jakiś ślad jednak chciałbym tu zostawić. Zabawa zabawą, ale chyba nie o to do końca chodzi. Owszem, jest to doskonała okazja, aby się rozerwać i oderwać od codzienności. Jednak przy takim postępowaniu na pewno nie poprawi się kondycja naszych klubów sportowych. A dlaczego? Po prostu z braku odpowiedzialności. Jadąc na szkolenie nie jedziemy tylko dla siebie, ale również dla organizacji w której pracujemy i powinniśmy być raczej wdzięczni za to, że umożliwia nam ona rozwój.

Jestem przekonany, że nazywanie działacz lub menadżera “pseudo działaczem”, “pseudo menadżerem” nie jest chcianym zjawiskiem. Dlatego też dbajmy o to, taka nie była.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.